czwartek, 19 września 2019

Od Agnessi do Sorena

Agnessi była już decydowanie znudzona, bo to najlepiej opisywało jej stan. Od samego rana trwały przygotowania w domu jej pana, na przyjęcie jego nowej narzeczonej. Jeśli dobrze pamiętała, to miała być to już dwunasta sztuka w tym domu. Nadal nie miała pojęcia, jakim cudem on to robi, ale chwała mu, chociaż za ogromny dom, dzięki któremu te wszystkie kobiety siebie nawzajem nie pozabijały. Oczywiście służba, jak i jego wybranki pomagały w przygotowaniach. Agne również została zaprzęgnięta do roboty, to nie tak, że jej się upiekło. Ale jak na nieszczęście, za każdym razem jak podchodziła do jakiegoś nowego zadania, by pomóc, wszystko psuła i tylko komplikowała. Na przykład, gdy została wyznaczona do przygotowania sypialni, powiesiła, zamiast firanek, prześcieradło. Ścieląc łoże, rozdarła ostrymi pazurami pościel i całe pierze z niej wypadło. Oczywiście została przegoniona, by siała zniszczenie gdzie indziej. Tak więc posłusznie z uniżoną nisko głową, ruszyłaby pomóc w kuchni. Na początku kazano jej mieszać masę czekoladową do ciasta, możemy się domyślić, że po jakimś czasie nie było co mieszać. Ale pół biedy z masą czekoladową, dorobi się. Następnym zadaniem było przypilnowanie pieczeni w piecyku i wyjęcie jej, kiedy jej skóra się pozłoci. Uznali, że przydzielając jej zadanie, przy którym nic nie musi robić - tylko czekać, wykona je dobrze. Jakże srogo się pomylili. Oczywiście Agne nie wiele sobie z tego zrobiła. Zajęła się innym zajęciami. Tu poszła skubnąć trochę tortu, tu obskoczyła z cztery kolejne żony swego pana, wrzucając im pająki za kołnierze masywnych sukien. Tam przekrzywiła obrusy i pozamieniała ustawienia wszystkich sztućcy. Przecież służba musiała mieć co robić. 
Jak można się domyślić, pieczeń... żyła już swoim życiem. Kiedy wróciła na swoje ''stanowisko'', można powiedzieć, że z pieczeni została czarna, bliżej nieokreślona masa. Oczywiście wyjęła ją, tak jak jej kazano. A za stan już postanowiła nie odpowiadać, bo nie oszukujmy się, ''to nie było zależne od niej, prawda?''. Jak tylko najszybciej ulotniła się z miejsca popełnionej zbrodni w stronę bardziej bezpieczną, jaką był ogród. Tam niewiele się działo, aż sam sukkub był w szoku. Ogród był na tyle ładnym miejscem, że mógł służyć na miejsce, w którym urządzi się spotkanie czy tam przyjęcie powitalne. O miejscu tym jednak tak jakby zapomniał cały świat, oprócz dwóch nastoletnich ogrodników. Kiedy tylko Agne weszła do ogrodu, jeden z nich od razu skupił się na niej. W pamięci nadal najpewniej miał upojną noc, jaką spędził z demonem w małym kantorku na narzędzia. Ona również bardzo dobrze pamiętała, bo dawno nie miała w sobie tak silnej, zdrowej, młodej energii. Chłopak patrzył się na nią z tym błagającym pożądaniem, licząc pewnie, że to nie była tylko jedno nocna przygoda, ale dla Agne nic to nie znaczyło. Nie raczyła się nawet na niego spojrzeć, powabnie zaś tylko ruszała biodrami, czując na sobie wzrok młodzieńca. Weszła w oddzieloną część ogrodu, wysokimi różanymi krzewami. Mało kto z posiadłości tu przychodził, a było to ustronne miejsce od całego zgiełku dla demona. Agne zrobiła sobie tam małą ławeczkę, którą zakryła poduszkami i kocami. Było to jej posłanie. Tak więc, nie znajdując na dziś swojego miejsca na świecie, najlepszym, wyjściem było to, by uciąć sobie drzemkę. 
***
Zbudził ją dreszcz. Już nie wiedziała, czy to dreszcz chłodu, czy też wzywał ją jej zasmarkany mąż. Agnessi postanowiła ruszyć się i zawędrować do swego pana. Po drodze uświadomiła sobie, że miała wstawić się w holu głównym, by jako ''żona'' powitać kolejną kobietę w tych progach. Oczywiście miała się do tego przygotować i założyć odpowiednią suknię, ale chyba wypadło jej z głowy. Jej aktualny wygląd pozostawiał wiele do życzenia, gdyż przylegające do ciała spodnie i luźna lniana koszula, odsłaniająca zdecydowanie za dużo biustu, na pewno nie były odpowiednim ubiorem. Kiedy weszła do dworku, od razu schowała się za pierwszą kolumną, widząc, jak Denwo przedstawia jego nową wybrankę, pozostałym. Wszystkie odświętnie ubrane, pościskane gorsetami jak szynka na wieszaku, a tłuste piersi prawie im się wylewały. Postanowiła nawet się tam nie pokazywać i się jak najszybciej ulotnić, by pozostać niezauważoną. 
***
Po wyjściu z dworku jedynym najlepszym pomysłem spędzeniem nocy była tawerna. Denwo, jeśli dobrze myślała, nie będzie dzisiejszej nocy jej potrzebował, zaspokoi się nowym ciałem, które i tak szybko mu się znudzi. Dobrze wiedziała, że żadna nie potrafi zaspokoić jego potrzeb jak ona sama. Było to tak niesamowicie dla niej żałosne, że na jej ustach pojawił się uśmiech z zażenowania. 
Dzisiejsza noc była dość chłodna, a lniana koszula nie była najlepszą ochroną przed chłodem. Jednakże nie dawała sobie tego po sobie poznać, szła z dumnie podniesioną głową, ponętnie kręcąc biodrami jak zwykle. Wszystkie kobiety patrzyły się na nią z zazdrością i odrazą, szarpiąc swoich mężów za ramię, jeśli akurat z nimi szły. Matki z dziećmi pokazywały ją palcem, przestrzegając przed nią swoje smarkacze. Była z tego dumna, uwielbiała to uczucie. 
Wchodząc do tawerny, uderzył ją odór dymu, alkoholu i spoconych mężczyzn, którzy znajdowali się w lokalu. Kiedy weszła, zapanowała chwila ciszy. Czuła na sobie spojrzenia. Zadowoliła ich tylko zadziornym uśmiechem. Podchodząc do lady, poprosiła kufel piwa, na koszt i nazwisko pana Lann.
***
- Zamknij się i ściągaj te spodnie! - krzyknęła wręcz na mężczyznę, któremu z podniecenia trzęsły się ręce. Pocałowała go agresywnie,  jedną dłonią trzymając go za włosy, a drugą ściągając mu spodnie, bo sam sobie nie umiał poradzić. Opierała się na nim gołą klatką piersiową, czuła przyśpieszone bicie mężczyzny. Czuła jak go pożera, czuła się silniejsza i jej ciało od razu się ożywiło, gdy z kolei to drugie, które płonęło z pożądania, gaśnie. Nikt nie mógł jej zadowolić. Ale ona robiła to wręcz za dobrze. 
- P-proszę... czek... - nie dokończył, gdyż sukkub pchnął go na kamienną posadzkę, w jednym z obskurnych pokoi w owej tawernie. 
 - Po prostu się zamknij, ile mogę prosić? - powiedziała, podchodząc i zdejmując jednocześnie koszulę.  
***
Agne obtarła usta z zaschłej krwi. Popatrzyła na ledwo żywe zwłoki, które zostawiła na podłodze. 
 - Co za żałosna istota - powiedziała sama do siebie i nadal całkiem goła podeszła do spodni mężczyzny. Wyciągnęła z niego mieszek monet i podrzuciła w dłoni. Założyła dolną część bielizny i koszulę, gdyż spodni nadal nie mogła znaleźć. Jak na jej nieszczęście nieznajomy zaczął się wybudzać dość szybko. Agne zastygła w bezruchu, czekając, jak zareaguje. 
- Cholera...moja głowa, psia krew... - jęczał, złapał się za głowę. Ale najgorsze nastąpiło, kiedy chciał się podnieść - Na bogów co się stało z moim...?! - nie dokończył, bo złapał się za swojego członka. Spojrzał na sukkuba. - TY! Zapłacisz mi za to!
 - Sam jęczałeś, że wolisz na ostro! - krzyknęła oburzona, szybko złapała spodnie i stanęła na parapecie - Żegnaj kochany! Było cudownie! - Agne niewiele myśląc , zeskoczyła z pierwszego piętra, przewalając się na jakiegoś mężczyznę. Dla niej było to jak znalazł, bo zamortyzował upadek. Mężczyzna z góry zdążył dowlec się do okna i się drzeć: 
- Ty ścierwie szatański! Odgryzłaś mi prawie fiuta! 
-  Uwierz mi, nawet nie było co gryźć! - odkrzyknęła, nadal leżąc na biedaku, na którego upadła. Szybko wstała, pociągnęła nieznajomego za rękę, pomagając mu wstać. 
- Nie na każdego spadają demony pożądania z nieba mój drogi, a teraz bywaj! - mrugnęła flirciarsko i biegiem, w samej koszuli, pobiegła w boczną uliczkę, mając za plecami ciąg wyzwisk i zostawiając nieznajomego z jej spodniami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz