piątek, 4 października 2019

Od Lu do Ayany

Decyzja została podjęta tak szybko, że polimorf nie zdążył nawet na nią do końca zareagować. Pospiesznie wykonał polecenia czarodziejki, w sumie czego miał się obawiać, poświęciła tyle, żeby go uratować, więc teraz chyba go nie zabije, w końcu nie miałoby to najmniejszego sensu. Teleportacja rzeczywiście nie była niczym przyjemnym, i choć nie trwała długo, to rozbłysk światła podrażniał nawet zamknięte oczy, a siła szarpnięcia i przemieszczenia równać mogłaby się z uderzeniem młota pneumatycznego, co skutkowało zmęczeniem mięśni po jednym przeniesieniu. Odrętwienie jednak szybko mijało, a „środek transportu” był zdecydowanie najszybszym i najskuteczniejszym z możliwych.
~*~
Lutobor oczywiście nie pierwszy raz przebywał w granicach Atlantei, jednak lądowe tereny kraju nie mogły się nijak porównywać do wyspy Fluctus, która wyróżniała się swoją unikatową florą. Wszelkie widoczne tam okazy roślin były niespotykane dla mieszkańców Roanoke. Pewnie dlatego mieszkańcy oceanów ostro zastrzegali sobie prawa do owych roślin i ostro zakazywali jakiejkolwiek ingerencji ludzi ze stałego lądu w ich gospodarkę. Zachwycenie  chłopaka chociaż wielkie, nie trwało długo, gdy mijając kordegardę, za marmurowo-perłową ścianą porośniętą polipami zauważyli powód, dla którego się tutaj zjawili. Przybrzeżna rafa koralowa wyglądała jak wypalona, jednocześnie będąc czymś pokryta, a woda przybrała z tej strony zgniłozielony kolor. Skwierczenie nadmorskiej roślinności i odór rozkładających się stworzeń morskich, wywołał mdłości i obrzydzenie u niejednego czarodzieja, polimorfa przeszedł jednak dreszcz i jakby zamarł na chwilę, marszcząc nos i brwi jak gdyby coś wyczuwał. Jego towarzyszka spojrzała na niego pytająco, jednak zdecydowała nie przerywać polimorfowi przemyśleń.
On jednak bardzo dobrze znał ten zapach, wiedział, że wkopali się w niemałe kłopoty, gwałtownie odwrócił się w stronę Ayany i spojrzał jej w oczy, jakby musiał jej coś powiedzieć, jednak widząc podejrzliwe wzroki jej znajomych, powstrzymał się i zdecydował się nie wychylać z tłumu, bynajmniej nie teraz.
~*~
Zapadał już zmrok, a badania na temat katastrofy w Fluctus nadal trwały, mimo współpracy najwybitniejszych Atlantów i magów, efektów nie było. Atmosfera była napięta, a niektóre propozycje wywoływały spory i jedynie spowalniały pracę. Polimorf ukradkiem zakradł się do epicentrum zjawiska. Wpierw rzucił zerwany liść na wypaloną posadzkę, upewniając się, że nie zagraża mu niebezpieczeństwo, jeśli na nią wejdzie. Po chwili, widząc, że roślina nadal jest cała, skierował się w stronę wody, powstrzymując odruchy wymiotne. Uklęknął zaraz przy tafli, zanurzył swoją mechaniczną dłoń w wodzie i powąchał, zapach cieczy był czymś pomiędzy siarką a zgnilizną. Wstał powoli i rozejrzał się dookoła, zauważył, że  owo zjawisko było tylko przykrywką. Linia dziwnej zgniłozielonej zawiesiny ciągnęła się przez pół wschodniego wybrzeża i dookoła całego obozowiska naukowców na lądzie. Jak szybko to do niego dotarło, tak szybko zerwał się i pobiegł w stronę namiotu Ayany. Ignorując naradę, wparował tam, jakby nikim się nie przejmował.
-Sardothien! Przywołaj swojego ucznia do porządku i powiedz mu, że to nie jego miejsce!
Ayana nawet nie zdążyła zareagować, gdy Lu lekko zdyszany z przejętym głosem wysapał.
- Szukacie w złym miejscu, Ta plama to jakaś skucha, wygląda, jakby miała odwrócić uwagę albo jest po prostu... - nie zdążył dokończyć, gdy wybuch zagłuszył jego słowa, a fala podmuchu powaliła wszystkich obecnych na ziemię.
~*~
Ciemność przed oczami i pisk w uszach to coś, do czego polimorf był przyzwyczajony, nie jeden wybuch go powalił. Szybko się otrząsnął i zauważył, że wszystko stoi w płomieniach. Widział, że część osób już wybiegła i zaczęła uciekać. Niektórzy rozpaczali, jednak Ayana trzymała się za głowę. Była zgłuszona, inni czarodzieje teleportowali się, a atlanci uciekali do wody. Lutobor podbiegł do Ayany i chwyciła ją pod ramię, wyprowadzając z namiotu, niestety byli już otoczeni płomieniami, a nawet zawiesina na tafli wody się zajęła ogniem. 
- Ayano musisz nas przenieść! I to szybko! - do dziewczyny jednak nie docierało, słyszała tylko szum, ponieważ była zgłuszona przez wybuch. Lutobor szybko się rozejrzał i zauważył, że jedyną drogą ucieczki była wieża strażnicza, zbudowana z marmuru, jednak tam też nie byli do końca bezpieczni. Mimo tego podjął decyzje za ich obu, wziął Ayanę na ręce i pobiegł w stronę budowli. Gdy stanął na szczycie, zobaczył pomost unoszący się nad głębiną, domyślał się, że tamtędy Atlanci uciekaliby w wypadku oblężenia. Wziął rozbieg i już miał skoczyć z czarodziejką na rękach do wody, gdy ta zaczęła się szarpać. Od razu się powstrzymał i spojrzał na nią. Ta z przerażeniem spojrzała na polimorfa i na głębinę. Choć nadal była lekko zgłuszona i nie potrafiła się wysłowić, tym jednym spojrzeniem przekazała mu wiadomość, że się boi, że sobie nie poradzi. Czas jakby spowolnił, polimorf słyszał szybkie bicie serca dziewczyny, patrząc jej głęboko w oczy, w których odbijały się płomienie i latające skrawki popiołu powiedział spokojnie do niej, chwytając ją za policzek.
- Spokojnie, uda nam się, musimy to zrobić. Ochronię cię. - Lutobor nieprzemyślanie pocałował Ayanę i obejmując ją, odepchnął się od granicy pomostu, zrzucając ich oboje w głębinę. Zaraz przed upadkiem do wody nabrał powietrza przez nos i wdmuchnął Ayanie ustami, chwycił ją znowu pod ramie i przepłynęli pod wodą około stu metrów od pożaru, po czym wynurzył ich oboje, nadal trzymając mocno towarzyszkę.

1 komentarz:

  1. *mina zdziwionego pikachu* nie wierzę w to co się tutaj wydarzyło. Ani ogólnie, ani szczególnie w to zakończenie.

    OdpowiedzUsuń